środa, 26 marca 2014

Nie ufaj w ciemno sprzedawcom z "zachodu" czyli wszędzie oszukują

Szanowni i cierpliwi moi czytelnicy. Dzisiejszy temat z innej beczki i pierwszy taki na moim blogu (może nie ostatni), niemniej nie mogłem go nie napisać.

Jak zapewne wiecie, od prawie roku mieszkamy na terytorium UK - gdzie pracuje. Naturalna kolejnością rzeczy jest nabycie “zepsutego” auta RHD (kierownica po prawej jakby ktoś nie złapał).
W związku z tym naszła mnie pewna refleksja która niby jest oczywista, ale Polacy zdają się o niej nie wiedzieć. Chodzi o oszukiwanie przy sprzedaży pojazdów (auto, skuter, motor – cokolwiek, co jeździ a przynajmniej powinno).

Od wielu lat utarło się w Polsce powiedzenie, ze “na zachodzie” ludzie są bogaci to regularnie - najlepiej co roku - kupują nowy woź  (nowy-nowy, a nie nowy-inny). W związku z tym stary sprzedają - wiadomo że tanio, aby szybko pozbyć się “problemu”. Domniemam, że jest to bzdura wymyślona na potrzeby “jeleni” przez pierwszych “nowo ustrojowych” cwaniaczkow-handlarzykow, aby wyjaśnić o wiele niższe ceny swoich igiełek.

A jest to moi kochani  - g**no prawda, gdyż:
-  80% ludzi nie jest bogatych (o ile nie więcej) tylko zarabiają normalnie, i z uwagi na patologiczna sytuacje PL nam WYDAJA się bogaci.
- Ludzie dbają o swoje pieniądze, a co za tym idzie nikt normalny nie sprzeda naprawdę dobrego auta za półdarmo tylko dlatego, ze kolor się znudził (wiadomo, jak wszędzie zdarzają się wyjątki).
- Handlarz sprzedaje swoje auta ZAROBKOWO, dlatego oczywistym jest fakt, ze są droższe niż sprzedawane prywatnie - gwarancja, renoma firmy, plac itp. kosztują

Ale co to ma do UK?

Ano to, ze Anglicy tak samo oszukują jak Polacy (i zapewne Niemcy, Francuzi itp. itd.). Próbują ukryć wady i sprzedawać  złomy w cenie normalnego auta. Różnica jest taka, że nie zadają sobie w tej materii tyle trudu, dlatego łatwiej rozgryźć przeciętnego “ściemniacza”. Pomimo domniemanego bogactwa potrafią cwaniakować dla £300 co zgodnie z założeniem nie ma prawa mieć miejsca – a ma.

Idąc dalej. Moja praca w UK polega min. na przeglądaniu setek ogłoszeń o sprzedaży samochodów dziennie. Tendencja szczególnie wśród starych jest taka, iż im drożej tym większy przebieg (oczywiście do pewnego pułapu) – świadczy to tylko o tym, co kryje takie ogłoszenie miedzy wierszami. Ale nikt nie pisze tego wprost zapewne licząc na naiwność kupującego.

Różnica względem rynku PL skoro z tej perspektywy piszę polega na tym, że dokładając do ceny 10-15% kupujesz pojazd w firmie - autohandlu gdzie wszystko jest jasne i klarowne. W razie “przekrętu” sprawa traktowana jest poważnie, zarówno przez sprzedawcę który ryzykuje swoja reputacje, jak i ewentualnie powiadomione służby.

Co z tego wynika: nie ma czegoś takiego jak okazja (poza wspomnianymi wyżej wyjątkami) cenowa. Okazja jest wtedy, kiedy woź jest dobry i zadbany pomimo wieku i przejechanych kilometrów.  A handlarz który oferuje (jego zdaniem) pełnowartościowy towar za 80% ceny z rynku poza Polską (bo rynek w Ojczyźnie Mickiewicza kieruje się trochę innymi zasadami niż ekonomii) jest oszustem, i zgodnie z zasada “kłamca zawsze pozostanie kłamcą” nie należy wchodzić z nim w ŻADNE układy.
Im szybciej moi drodzy Rodacy się do tego przyzwyczaimy, tym szybciej przestaniemy być złomowiskiem Europy. 
Ładny lakier i "nowa buda po fejslifcie (albo innej zmianie modelu w tym samym roku)", naprawdę nie dodaje prestiżu jak trzeba je pchać albo rozpadnie się przy kolizji z królikiem.

A dlaczego właściwie o tym wszystkim piszę? Ano zwiedziony wpojoną w głowę zasadą uczciwości „na zachodzie” kupiłem Peugeota 306 1.4 właściwie bez sprawdzania w którym po ~2000km padł silnik – ewidentnie upiększony „na sztukę” dla jelenia (czyt. mnie). 

A ogłoszenie było takie ładne i miało być tak pięknie…




wtorek, 8 października 2013

Nissan 300ZX czyli marzenie dzieciaka końcówki XXw


Kochani moim czytelnicy (o ile jeszcze jacyś pozostali). Po bardzo długiej przerwie witam Was ponownie.

Taka ogromna obsuwa ma swoje podłoże w zawirowaniach w moim i mojej rodziny życiorysie (min. przeprowadzamy się do UK gdzie ja od 4 miesięcy pracuje).

Ten przydługawy, mało interesujący wstęp, ma na celu wątpliwej jakości wytłumaczenie dlaczego tak naprawdę mój blog popadł w niełaskę autora.



 

Niemniej z tym koniec, w związku z tym przedstawiam Wam dzisiaj auto, które jest kwintesencja tego  czym jarałem się za małolata czyli w latach 90tych – znanym w PL jako Nissan 300ZX.







Historia modelu zaczyna się w 1983r. na rynku japońskim (jeszcze pod marka Datsun), gdzie figurował nieprzerwanie do roku 2000 (koniec produkcji Z32) pod odpowiadającym silnikowi oznaczeniem (200Z/ZS/ZG, 300ZX). Gama silnikowa w modelu Z31 zamykała się do dwóch, o pojemnościach  2 oraz 3 litrów  wyposażonych w turbo oraz wolnossące (moce oscylujące w zakresie ~150-200BHP).







W roku 1989 pojawiła się odmiana Z32 (druga a zarazem ostatnia odsłona modelu) w której stosowano silniki tylko 3 litrowe, dysponujące odpowiednio  mocą w wersji wolnossącej ~220KM, a turbo (bi-turbo) ~300KM. Mało kto wie, że występowała również odmiana cabrio (na zdjęciu wersja hardtop).






 Kochani, ale dlaczego właściwie ten samochód tak działał na moja młodzieńczą wyobraźnie, czy to (jakże modna w latach 80 I 90) klinowata bryła nadwozia z dynamicznie (jak ja kocham to słowo) opadającą linią tylnej szyby. A może przednie lampy zagadkowy wychodzące z nadwozia a w późniejszym modelu zalotnie ukryte w zagłębieniach nadwozia. Ten samochód stojąc wyglądał na szybszego niż 90% ówczesnych pojazdów jeżdżących w PL przy max prędkości. Do tego świst dwóch turbosprężarek (kto by patrzył na modele “bez”) pobudzał wyobraźnie I ciarki na plecach u młodego maniaka prędkości I przyspieszeń rodem z myśliwców bojowych US Army.

Z może chodziło tylko o dźwięk i niebieski dymek m który w japońskim aucie z lat 90tych musiał się pojawić:







Powiem szczerze, ze jak pierwszy raz zobaczyłem 350z to bylem autentycznie załamany – co to za zabawka dla zniewieściałych fryzjerów w damskich majtkach?!

Takie były niestety trendy, nie było już miejsca na drogi i ciężki pojazd sportowy, Nissan potrzebował czegoś mniejszego, o nowoczesnym wyglądzie. Całe szczęście, że zachował się napęd RWD – co swoją drogą (moim skromnym zdaniem) przyczyniło się do sukcesu sprzedażowego.

Teraz, po latach doceniam zwartą konstrukcje I świetne właściwości trakcyjne, niemniej wtedy było to dla mnie gorsze niż Firebird z silnikiem 3.1 I automatyczna skrzynią albo Mustang z lat 80tych – porażka na całej linii i obraza dla historii modelu.

Na zakończenie dzisiejszego wywodu zapraszam na zwyczajowy filmik o prezentowanym pojeździe (wersja turbo modelu Z32):



środa, 13 lutego 2013

Irlandzkie motocyklowe wyścigi uliczne, czyli jak samobójca stał się bohaterem


Kochani, dawno Wam nic nie pisałem, dlatego na wstępie życzę wszystkim szczęścia w Nowym roku który już ponad miesiąc temu się zaczął.


Dzisiejszy post będzie o relikcie przeszłości, jakim niewątpliwie są motocyklowe wyścigi uliczne rozgrywane w Irlandii. Wiem, że temat średnio samochodowy ale nigdy nie mówiłem, że tylko 4 kółka mnie fascynują.

Ażeby wprowadzić Was w nastrój adrenaliny związanej z dzisiejszym tematem, zapoznajcie się z krótkim filmem:





Ściganie po ulicach Irlandzkich miast na dobre zaczęło się na początki XXw. wieku, w wyniku działań lobby związanego z Motor Cycle Union of Ireland (wcześniej. Dublin Motor Cycle Club) którego członkowie zasiadali min. w Parlamencie .
Pierwszy motocyklowy wyścig na zielonej wyspie odbył się w 1902r. na szutrowym torze Ashtown.

Specjalnie w celu umożliwienia rywalizacji zostało zmienione prawo na wyspie Man, od tej pory nie obowiązywało tam graniczenie prędkości, gdzie pierwsze wyścigi na specjalnej trasie stricte dla jednośladów odbyły się w 1907r.

Na początku lat 20tych wyścigi drogowe stały się najbardziej rozpowszechnioną gałęzią sportu, w 1923 roku odbył się pierwszy wyścig Leinster 100.

Kolejny a legenda powstała w 1929r. kiedy to wystartowało pierwsze North West 200.

Następnie ściganie przerwała II Wojna Światowa, niemniej powrócono do rywalizacji niemal zaraz po jej zakończeniu.

W latach 60, 70 i 80 oraz późniejszych ściganie na drogach przybierało na prędkości i niebezpieczeństwie z niej wynikającego. Pomimo wielu wypadków śmiertelnych, popularność nie malała zarówno wśród kibiców jak i zawodników.





Niekwestionowanym królem został Joey Dunlop który na zawsze pozostanie w sercach kibiców (Wikipedia http://en.wikipedia.org/wiki/Joey_Dunlop ).





Obecnie jego osiągnięciom na Man TT mocno depcze po piętach John McGuinnes.




 

W międzyczasie niektóre wyścigi zagościły w ogólnoświatowych kalendarzach GP i tym podobnych, niemniej z uwagi na duże zagrożenie dla życia zawodników, szybko z tego pomysłu zrezygnowano - niektórzy nawet dopatrywali się upadku wyścigów ulicznych w Irlandii. Dzięki uporowi oraz rzeszy chętnych do rywalizacji do dnia dzisiejszego (na szczęście) to nie nastąpiło i póki będą nie nastąpi.



W 2002r. Irlandzki Związek Motocyklowy był pierwszą tego typu organizacją, która obchodziła swoje setne urodziny.

Na zakończenie, zanim zaproszę Was moi drodzy na bardzo ciekawy film o Man TT (z lektorem PL), pragnę dodać, iż zdecydowanie nie popieram wariackiej jazdy po drogach publicznych w normalnym ruchu ulicznym. Piratom drogowym mówimy zdecydowanie NIE – nie ma to nic wspólnego z chwałą zwycięzcy, a tylko naraża życie innych.



wtorek, 27 listopada 2012

Ford Escort RS Cosworth czyli rajdówka na drogi marsz….

Kochani czytelnicy, w nawiązaniu do ostatniego mojego posta – postanowiłem pozostać w temacie pojazdów marki FORD. Dzisiaj przytoczę krótką historię jednego z najciekawszych modeli produkowanych przez europejską części marki.


Historia opisywanego samochodu zaczyna się w 1992r. kiedy to producent wypuścił pierwszą partię pojazdów (3448 szt.) celem homologowania wersji A-grupowej.  Produkcja została zakończona w 1996 liczbą 7165 szt.

Fot. flickr.com/photos/42220226@N07

 Technologicznie było to skrócone i dostosowane podwozie poprzednika (Sierra Cosworth) oraz odpowiednio przygotowane nadwozie Escorta MKV.

Jednostka napędowa to 4ro cylindrowy rzędowy silnik Cosworth o pojemności 1993ccm z dwoma wałkami rozrządu,  doładowany turbiną Garett osiągał moc od ok. 220KM w wersjach cywilnych do 300 i więcej w rajdowych.

Tutaj możemy posłuchać jego muzyki:



Napęd przenoszony jest na cztery koła za pośrednictwem 5cio biegowej skrzyni biegów (drogowy) albo 6cio biegowej sekwencyjnej X-Trac (rajdowy).

Cechą charakterystyczna dla prezentowanego modelu, jest tylny spoiler o gigantycznych wręcz rozmiarach.


Fot. flickr.com/photos/daveoflogic

Zawieszenie to niezależne ze sprężynami i amortyzatorami, dodatkowo przód wyposażony w kolumnę McPhersona.

Samochód przez wiele lat święcił triumfy na trasach rajdowych i został zastąpiony równie udana konstrukcją czyli Focusem RS.

Fot. flickr.com/photos/tonysphotos

Jako ciekawostkę przytoczę, iż producent początkowo stosował turbinę Garett T3/T04B (wersja 92’) którą  z uwagi na ogromną turbo-dziurę, zastąpiono modelem Garrett T25 (a w wersji rajdowej T35).


Fot. flickr.com/photos/daveoflogic

Dzięki swojej popularność RS obecny jest w wielu grach komputerowych, jak np. Need For Speed Shift 2:




Na zakończenie, tradycyjnie film poświęcony opisywanemu pojazdowi:





czwartek, 15 listopada 2012

Ford RS200 czyli miało być tak pięknie… a było za późno.



Drodzy czytelnicy, w dniu dzisiejszym postanowiłem opisać Wam kolejny pojazd zbudowany do homologacji mojej ulubionej grupy B, czyli konstrukcję Forda, model RS200.

flickr.com/photos/carpictures-dot-com

 Samochód wyprodukowano w liczbie ok. 200 egzemplarzy (wymóg FIA) w latach 1984-1986. Jak wiemy z poprzednich artykułów, rok 1986 był schyłkiem grupy B (do czego Ford RS200 bezpośrednio się przyczynił), stąd teza wysunięta w tytule.

flickr.com/photos/carpictures-dot-com


poniedziałek, 12 listopada 2012

Renault Espace F1 czyli szczyt ekstrawagancji w wykonaniu francuskiej myśli technicznej



Kochani, dzisiaj dla odmiany pojazd z jednej strony bardzo popularny a z drugiej jedyny taki na świecie.

Pomysł na samochód który powstał w 1995r. był właściwie tak zwariowany, że wykonać go mogli go tylko Francuzi (twierdzę tak na podstawie np. seryjnej produkcji modelu Avantime).

Nadwozie wykonano z karbonu a bazą mechaniczną był bolid F1 produkcji Renault-Williams. Całość skonstruowana była dla uczczenia dziesiątej rocznicy modelu Espace w dokładnie niezidentyfikowanej liczbie egzemplarzy (na pewno było ich więcej niż 1 szt.).

Fot. flickr.com/photos/gillescouteau

piątek, 2 listopada 2012

Audi Sport Quattro czyli …. no właśnie, czyli właściwie co?!

Kochani, po krótkiej przerwie wracamy do rajdowej grupy B, i to od razu z grubej rury.


Dzisiaj przedstawiam chyba najbardziej rozpoznawalną konstrukcję tego okresu – Audi Sport Quattro – i odpowiadając na wątpliwość w tytule, czyli pierwszy poważny osobowy pojazd z napędem na cztery koła.
Jest to oczywisty skrót myślowy, bo Sport Quattro to skrócone Quattro – które de facto było pierwszym drogowym i osobowym pojazdem używanym do rajdów z napędem AWD.
Kiedy Audi wypuściło model Quattro czyli „80 A1” na trasy rajdowe, oczywistym stał się fakt, iż deklasuje rywali.
Właśnie z tego powodu powstała rajdowa grupa B – aby dać szansę konkurencji.
„80 A1” zostało szybko zastąpione skróconą wersją – Sport Quattro zwanym również „A2” które poza krótszym rozstawem osi, auto wyróżniało się szerszymi nadkolami, zmodyfikowanym przodem i maską, przebudowaną tablicą rozdzielczą i znacznymi modyfikacjami technicznymi.  Tak dochodzimy do narodzin legendy, czyli roku 1983 kiedy powstały pierwsze egzemplarze.